Najlepszych ludzi w zespołach traciłem przez słowa, których nie powiedziałem.
Wiedziałem, że firma idzie w stronę, gdzie jego rola nie przetrwa. Wiedziałem o tym o wiele wcześniej niż on. I milczałem - bo po co go niepokoić, bo jeszcze się ułoży, bo tak jest wygodniej. Kiedy w końcu zagrał w otwarte karty, było za późno na rozmowę. Zostało tylko pożegnanie. Wyszedł z poczuciem, że został wykorzystany. I miał rację.
To jest dla mnie definicja nieetycznego zarządzania. Nie krzyk, nie mobbing, nie oszukiwanie na wypłacie - te rzeczy każdy umie nazwać. Najdroższa nieetyczność jest cicha: to wszystkie informacje, które zatrzymujesz dla siebie, bo prawda jest niewygodna.
Etyka w zespole to nie wartości na ścianie
W NICE mamy cztery wartości i jedna z nich brzmi "szczerość ponad wszystko". Łatwo to powiesić na stronie. Trudniej, gdy szczerość oznacza powiedzenie komuś, że jego projekt idzie do kosza, albo że awansu nie będzie, choć liczył.
Dlatego nie traktuję etyki jako działu HR ani jako tonu, w jakim się do ludzi mówi. Traktuję ją jak operację - coś, co ma swoje procedury, koszty i mierzalne skutki. Etyczne zarządzanie to nie "bycie miłym". To podejmowanie decyzji o ludziach tak, żeby człowiek po drugiej stronie miał komplet informacji potrzebnych do podejmowania własnych decyzji o swoim życiu.
To wszystko. Reszta to pochodne.
Trzy miejsca, w których etyka kosztuje konkretne pieniądze
Mój umysł sprawia, że bardzo lubię, gdy "miękkie" tematy da się przeliczyć na twarde liczby. Z zarządzaniem ludźmi się da.
Rotacja. Wymiana jednego specjalisty to, zależnie od źródła, od 6 do 9 miesięcznych pensji - rekrutacja, wdrożenie, spadek tempa zespołu, wiedza, która wychodzi za drzwi. Jeśli ludzie odchodzą, bo czują, że gra się nimi nieuczciwie, płacisz tę kwotę cyklicznie. To nie jest koszt "atmosfery". To jest koszt na fakturze.
Tempo decyzji. W zespole, który Ci nie ufa, każda decyzja przechodzi przez filtr "co on naprawdę miał na myśli". Ludzie podwójnie sprawdzają, asekurują się mailem, nie mówią o problemach, póki nie wybuchną. Zaufanie to dosłownie prędkość organizacji. Brak zaufania to podatek doliczany do każdego zadania.
Jakość pracy. Człowiek, który czuje, że jest pionkiem, robi dokładnie tyle, ile musi. Ani grama więcej. A w biznesie kreatywnym to "o gram więcej" jest często całą wartością, za którą płaci klient.
Policz sobie te trzy rzeczy w swojej firmie. Wyjdzie więcej, niż myślisz.
Szczerość to nie to samo co brutalność
Tu wielu szefów się przewraca. Słyszą "mów ludziom prawdę" i przechodzą w tryb "mówię, co myślę, jestem szczery, a kto się obrazi, ten cienki".
To nie jest szczerość. To wygodne wyładowanie się pod sztandarem wartości.
W NICE nazywamy to: ciepłem bez miękkości. Możesz powiedzieć komuś najtrudniejszą rzecz na świecie - że nie nadaje się do tej roli, że projekt był słaby, że się rozstajemy - i zrobić to tak, żeby człowiek wyszedł z rozmowy z godnością i z planem, a nie z raną.
Różnica jest w intencji i w przygotowaniu. Brutalność to prawda rzucona, żeby ulżyć sobie. Szczerość to prawda podana, żeby pomóc drugiej stronie. Pierwsza zajmuje sekundę. Druga wymaga, żebyś usiadł wcześniej i pomyślał, jak ten człowiek to usłyszy.
Praktyczny test, którego używam: zanim powiem coś trudnego, sprawdzam, czy mam dla tej osoby też następny krok. Jeśli mówię "to nie działa", muszę umieć dodać "i proponuję zrobić tak". Sama diagnoza bez ścieżki to nie szczerość. To zrzucenie ciężaru.
Gdzie etyka jest naprawdę trudna (i gdzie sam się potykam)
Nie udaję, że mam to opanowane. Najtrudniej jest, gdy etyka wobec jednej osoby zderza się z etyką wobec całego zespołu.
Przykład z życia: masz w ekipie kogoś lubianego, lojalnego, kto po prostu przestał dowozić. Etyka wobec niego mówi: dać czas, wesprzeć, zrozumieć kontekst. Etyka wobec reszty mówi: ci, którzy dowożą, patrzą i wyciągają wnioski o tym, co w tej firmie się opłaca. Im dłużej zwlekasz, tym jaśniejszy komunikat wysyłasz najlepszym: "możesz odpuścić, nikt tego nie ruszy".
Nie ma tu czystego rozwiązania. Jest tylko mniej i bardziej uczciwe rozłożenie kosztów. Nauczyłem się jednego: zwlekanie prawie zawsze wygląda na empatię, a prawie zawsze jest tchórzostwem przebranym za empatię. Decyzję, którą i tak podejmę za pół roku, lepiej dla wszystkich podjąć teraz - póki człowiek ma jeszcze przestrzeń, żeby coś z tym zrobić.
To boli. Ale boli uczciwie.
Jak to wpinam w codzienność, a nie w manifest
Wartości, których nie da się sprowadzić do konkretnego zachowania, są dekoracją. Więc kilka rzeczy, które u nas po prostu się dzieje:
-
Zła wiadomość idzie pierwsza, nie ostatnia. Jeśli coś się sypie — projekt, budżet, współpraca - mówię to na początku rozmowy, nie chowam na koniec po dziesięciu pozytywach. Ludzie i tak wyczuwają „kanapkę z feedbackiem" i przestają słyszeć pochwały.
-
Obietnice mają termin albo ich nie ma. "Pomyślimy o podwyżce" to nie obietnica, to znieczulenie. Albo "wracam do tego do końca marca z konkretną odpowiedzią", albo wprost "teraz nie".
-
Przyznaję się pierwszy. Jeśli to ja zawaliłem - strategię, decyzję, priorytet - mówię to głośno przed zespołem. Szef, który nigdy nie popełnia błędów, hoduje zespół, który nigdy nie przyznaje się do swoich.
-
Rozstania bez teatru. Kiedy ktoś odchodzi albo my się rozstajemy, mówimy prawdziwy powód i dbamy, żeby wyszedł z dobrą historią o sobie. Świat jest mały. Ludzie wracają jako klienci, partnerzy, polecający.
Żadna z tych rzeczy nie jest skomplikowana. Wszystkie są niewygodne. Na tym polega cała robota.
Dlaczego piszę o tym akurat ja, z firmy od operacji i automatyzacji
Bo to jest dokładnie ta robota. W NICE wchodzimy do firm, układamy procesy, wdrażamy systemy i automatyzacje - i za każdym razem okazuje się, że najtrudniejszy do naprawienia element to nie technologia. To ludzie, którzy nie ufają, że zmiana jest wprowadzana uczciwie.
Możesz mieć najlepszy system na świecie. Jeśli zespół podejrzewa, że wdrażasz go, żeby kogoś zwolnić, a mówisz, że "to dla usprawnienia" - system nie zadziała, bo ludzie znajdą sto sposobów, żeby go obejść. Etyka i operacje to nie dwa różne działy. To ta sama umiejętność: mówić ludziom prawdę na czas, żeby mogli grać z Tobą, a nie przeciwko.
Najlepszy człowiek odszedł ode mnie przez zdanie, którego nie powiedziałem. Drugi raz tego błędu nie zrobiłem. I to jest jedyna wartość, jaka cokolwiek znaczy - taka, za którą kiedyś zapłaciłeś.
